List do M.

Haaaalooo?! Czy jest na sali MĘŻCZYZNA?!!!Taki, co to do dzisiejszych czasów pasuje? Taki, co to do dzisiejszej KOBIETY dorasta? Nie ma? Aha, jest tylko „TO”, co jest. No trudno. Jak się nie ma co się lubi...

Mój Drogi Mężczyzno, 

Nie nadążasz. Gubisz się, miotasz. Dziwaczejesz. Zwyczajnie „nie ogarniasz”. Nie wiesz czy masz być „męską kobietą”, czy „kobiecym mężczyzną”. Czułym chamem, czy elokwentnym poetą o aparycji kanadyjskiego drwala?

Ułatwię Ci życie. Oto kilka malutkich wskazówek:

Chcę tylko byś budził mnie dotykiem czułym, uśmiechem ciepłym, orgazmem porannym. Zaskoczył czasem daniem wykwintnym, rozpieścił zmysły ciekawym smakiem, nieziemskim zapachem poruszył moje nozdrza (tylko nie tym, co to od niego anioły z nieba na bruk lecą).

Byś rozbawił żartem celnym. Niezbyt ordynarnym, ale też nie „suchym”. Takim w sam raz. Chcę, byś zmęczonym wieczorem ukoił me plecy miękkim masażem. Bądź mi przyjacielem, powiernikiem, ale też obrońcą i mentorem. Nie wymądrzaj się zbytnio, ale imponuj swą wiedzą i pasją.

Bądź silny, ale nie bądź chamem. Bądź stanowczy, ale nie terroryzuj. Dbaj o siebie, ale bez przesady (nie bardziej niż ja o siebie). Wyglądaj modnie, ale nie na siłę. Miej w sobie naturalny luz i nonszalancję.

Słuchaj mnie, szanuj, doceniaj i licz się z moim zdaniem. Nie bądź jednak „pantoflem”. 

Kochankiem bądź czułym, delikatnym. Poznawaj moje ciało co noc od nowa dotykiem gładkim. Celebruj długo, namaszczaj…

Ale musisz też wiedzieć, kiedy wziąć mnie ostro, namiętnie i z pasją. Na szybko i byle gdzie. Zaskakuj. Uwielbiaj, ale pozostaw czasem w niepewności. Bądź mi czułym Don Juanem i szorstkim Bondem.

Przestań w końcu szukać tego cholernego punktu G. Sama już go dawno znalazłam. Gdybyś słuchał, wiedziałbyś dokładnie gdzie jest.

Gdybyś obserwował, byłbyś znawcą mapy moich szczytów.

Okazuj emocje, ale nie bądź „mięczakiem”. Bądź wyrozumiały. Bądź władczy, ale nie zagarniaj mnie całkowicie. Kiedy trzeba, chcę czuć Twoje silne ramię. Ale mnie też pozwól być silną.

Bądź zazdrosny, ale tylko troszeczkę. Nie popadaj w paranoje, nie kontroluj. Nie bądź jednak całkiem obojętny.

Nie zadawaj zbędnych pytań. Nie czytasz między moimi słowami? Są rzeczy, których nie muszę Ci mówić. 

Od czasu do czasu po prostu mnie uratuj. Tak zwyczajnie, jak na mojego zwyczajnego, codziennego bohatera przystało. Uratuj mnie od nudy, uratuj mnie od zimna. Zbaw mnie na moment od rozwrzeszczanych dzieci. Wybaw mnie od myśli niespokojnych, od ekonomii, ekologii, roztopionych lodowców, płonących lasów.

Czasami bądź dla mnie Wszechświatem.

Kiedy trzeba napełnij mi kieliszek.  Zagłusz ciężką ciszę, gdy nabrzmieje.

Ogrzej mi zmarznięte stopy.
Tupnij nogą.
Zrób mi dobrze!

Że co? Że to za dużo? Nikt nie mówił, że być mężczyzną jest łatwo.
Cieszę się, że nie muszę nim być.

No to jeszcze raz. Zamknij się i zrób mi dobrze...

PS
Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że list ten jest zwyczajnym żartem i rodzajem pamfleciku na oczekiwania kobiet wobec panów. Nie zazdroszczę im. Być mężczyzną dwa wieki temu – to było coś! Teraz, biedactwa muszą „odpokutować”.

 

Agnieszka Gołębiowska

 

 

 

Mister Wong
fot. A. Gołębiowska, archiwum Cudzoziemki