Stawić czoła mężczyźnie

"Wszys­cy mężczyźni są ta­cy sa­mi, mają tyl­ko różne twarze, żeby można było ich rozpoznać."

 Marilyn Monroe

 

1. w oczach własnych

Nigdy nie zgadzałem się, że "fura, skóra i komóra" w pełni opisują atrybuty mężczyzny. Do obrazu męskiego świata rewolwerowców, czterech pancernych, chłopaków, co nie płaczą, i innych ikon medialnej popkultury, zawsze wdzierała się codzienność mężczyzn z mojego podwórka: robotników, rolników, pijaków, okurwieńców, pobożnych, przeciętniaków.

A więc był tam i etos pracy i patos chlania, kościół i dziwki (to pierwsze zawsze w 'świątecznych ciuchach', na świeczniku, to drugie zawsze pokątnie, po sąsiedzku, bo w małych miasteczkach nie ma burdeli). Była tam twarda ręka wobec żon i dzieci oraz twarda dupa wobec przełożonych. Do tego zapach potu i wody kolońskiej, piwa i papierosów i ten charakterystyczny gwar rozmów 'wsobnych' w barach, bo ci mężczyźni nie mówili o rzeczach, które bolą, tylko zawierali je w sobie, co jednak eksplodowało z nich raz po raz przez wentyle bezpieczeństwa wulgaryzmów i pustego rechotu. Lecz poza tym jest tylko milczenie, co oddaje bardzo celnie scena z filmu Vabank, gdzie kobieta Kwinto (głównego bohatera) pyta: "Czemu ty nigdy ze mną nie rozmawiasz?" Na co on odpowiada: "Bo cię kocham."

Ale tamten świat to świat dziadków, ojców, wujów, który w dużej mierze dla mnie już przeminął, wraz z nimi.

Faceci "dziś" pachną dużo lepiej (choć nie znaczy, że np. mniej boją się dentysty), piją whisky, palą lighty lub zioło. Byłem wśród tych, którzy tyrają fizycznie do utraty tchu, a potem chleją i chodzą na dziwki aż do utraty kasy, by znowu tyrać, i tak w kółko - tu, w Holandii i tam w Polsce. Byłem też wśród tych zza korporacyjnych biurek i monitorów, którzy golą się pod pachami, chodzą na manicure, siłkę i solarkę, rwą panienki (bądź tulą żonę i dziecię potulnie spłacając kredyt), i którzy na pamięć znają zarówno wszystkie dane techniczne jeszcze nie istniejących smartfonów i modeli aut, jak i wyniki wszystkich rozgrywek wszystkich dyscyplin sportowych, oraz byłe i przyszłe odcinki seriali na HBO. Ale i oni nie uzupełniają obrazu mężczyzny.

2. w oczach kobiet

Tak potoczyły się losy świata, że to mens' world - od kapłanów, faraonów i cesarzy, przez naukowców i artystów Renesansu i Oświecenia, po dzisiejsze stanowiska kierownicze. Dominacja. W oczach kobiet mężczyźni są dominantami, często opresorami. Są wojownikami, myśliwymi - taka tradycja.

Nie licząc opinii tak zwanych blachar, czyli osobników płci żeńskiej, które kobiecość, a co za tym idzie rolę mężczyzny w ich życiu dopiero w sobie mogą odkryć, obraz wszechmocnego macho jako idealnego faceta wyszedł już jednak z mody - o ile rzeczywiście kiedykolwiek był tematem szczerych westchnień. Emancypacja zrobiła swoje. Emancypacja pozwoliła mężczyznie wypuścić powietrze, rozluźnić pięści, zwinąć się do embrionu, chlipać i lizać swoje rany lub pieścić swój egotyzm tym bardziej, im bardziej kobiety są gotowe niańczyć go i zastępować we wszystkich niemal czynnościach.

Wertując setki wypowiedzi na forach internetowych można odnieść wrażenie, że dla kobiety "dziś" biały kruk to mężczyna "wrażliwy, który nie posługuje się monosylabami i potrafi słuchać". Do tego dochodzi (a jednak!) wspólna myśl o dzieciach, a jeśli bezdzietność - to i tak bezwzględna szczerość i wierność (według moich obliczeń powraca to w 90% wypowiedzi, tacy jesteśmy konserwatywni my, Polacy!). O tym, dlaczego tak jest, powiem poniżej.

3. psychologicznie

Psychologicznie, mężczyzna pożądany przez kobietę to osoba zdolna pełnić rolę "ojca, przyjaciela, siły, oparcia. Nie zimnego, egoistycznego i niedojrzałego, ale wrażliwego i prawdziwego. Świadomego swego powołania." Jest tak dlatego, że „cała sfera uczuciowa kobiety, cały potencjał miłości w niej, uaktywni się dopiero wówczas, kiedy będzie miała to zewnętrzne źródło, impuls pobudzający w postaci miłości mężczyzny.”*

Jednak w naszym współczesnym klimacie kulturowym unika się jak najgorszego przekleństwa skojarzeń mężczyzny z mężem, ojcem, przyjacielem, oparciem, siłą, obrońcą, przewodnikiem, nauczycielem. Nasza kultura (czyli co? kto?) wpaja nam inne określenia: partner, ciacho, macho, pies na babki, paker, ogier, biznesmen, wytrych, kumpel lub znowu: ciepłe kluchy, żigolak, Piotruś Pan, metroseksualista, pantoflarz, etc.

Tymczasem, jeśli spytać by samych zainteresowanych, samych mężczyzn, to - zakładając, że problem porozumiewania się werbalnego jakoś zostanie rozwiązany - moglibyśmy otrzymać zupełnie inny obraz sytuacji.

Większość mężczyzn nie potrafi wyjść z obłędnego koła wprawionego w ruch przez ich ojców, jak oni nie potrafili wyjść spod wpływu ich ojców i ojców ich ojców. Powielamy błędy w relacjach przez nasze bolesne, a nigdy nie gojące się zranienia, żal i złość do swoich ojców. Nasz nieobecny, nie tyle w znaczeniu fizycznym, co w rozwoju emocjonalnym, ojciec staje się nie wzorem, lecz zadrą: „Nigdy się nie bawiliśmy, nie chodziliśmy na spacery, do kina, nie rozmawialiśmy o moich sprawach, nie nauczył mnie ani bić się jak mężczyzna, ani przyjmować ciosów, nie pokazał mi kim jest mężczyzna, więc jak mógł nauczyć mnie, kim jest dziewczyna, kim kobieta..."**

Mało tego, mężczyźni "czują się także zranieni przez matki, które nie mając oparcia emocjonalnego w mężu, szukają go w swoich synach. „Jesteś moim małym mężczyzną” (w domyśle: „bo tata nim nie jest”) „Jesteś dla mnie najważniejszy” (w domyśle: „ważniejszy niż tata”), „Musisz być dla mnie wsparciem” (w domyśle: „bo tata nie jest”). I w ten sposób silnie wiążą synów z sobą emocjonalnie i uczuciowo, ale ta więź jest naznaczona zaborczością emocjonalną. Jest toksyczna. Czyni mężczyznę emocjonalnym kaleką. Przyszły mąż i ojciec - czuje się zagubiony, niepewny siebie, a zarazem zbytnio zależny od kobiety. Nie umie zerwać z matką, i wciąż jest chłopcem. A z chłopca prawdziwego mężczyznę może uczynić tylko ojciec – prawdziwy mężczyzna. Stąd gniew, bunt, sprzeciw. Dlatego czasami pracoholizm, alkoholizm, skłonności homoseksualne, męska brutalność, niedojrzałe relacje heteroseksualne, lęk przed bliskością i bliskimi relacjami." ***

Stąd też może brać się tak skrupulatnie analizowane i komentowane przez Freuda archetypiczne uśmiercanie swojego ojca, by "być lepszym od niego", "przekroczyć go", "zastąpić" ostatecznie, i w ten sposób posiąść własną matkę jako idealistyczną kobietę, która zasługuje tylko na idealnego mężczyznę (kompleks Edypa).

3. filozoficznie

Według antropologii chrześcijańskiej mężczyzna wyczuwa "swoistość" wlasnej duszy w jej istocie w potrójnym nastawieniu do świata osób i rzeczy: twórczo-przekształcającym (kreatywistyczne autoutożsamienie z Ojcem-Stwórcą), poznawczym (odkrywczym) oraz posiadająco-używającym (czyniącym sobie ziemię poddaną). Idąc tym tropem, istota męskości powinna być:

"Nosicielem swej własnej istoty (ojcostwa), by według niej kształtować swoje życie, działania i plany. Gotowa na przeobrażenia, zmianę i przemianę własnej istoty, by pozostawać wciąż otwartą na wszystko to, co przynosi jej życie. Samodzielna w swym istnieniu, by całą mocą urzeczywistniać istotowy wymiar swego bytu, czyli to, kim jest w jego duchowej głębi. Samooddająca się, by w zaparciu się własnych projektów życiowych skoncentrowanych wokół jej osobowego Ja, współprzeżywać projekty innych osób. Twórcza, by w odruchu wspaniałomyślności być dla innych nie tylko osobą, lecz osobą miłości. Odważna, by w oparciu o wewnętrzne moce duszy przekształcać stany negatywne i destruktywne, w pozytywne i konstruktywne. Radosna, aby w zagrażających jej doświadczeniach nudy, zniechęcenia i zbędności, konsekwentnie zwracać się ku Prawdzie i Dobru, by „trzymać się” bytu, a nie jego iluzji, wyobrażeń i fantazji."****

4. pragmatycznie, czyli moim zdaniem

Tyle psycholodzy i filozofowie. Wróćmy na chwilę do zdania powyżej: "z chłopca prawdziwego mężczyznę może uczynić tylko ojciec – prawdziwy mężczyzna".

Współcześni mężczyźni są okaleczeni, a więc słabi, a więc zagubieni przez odarcie ich z sensu bycia mężczyzną. Kiedy się to zaczęło? Na pewno nie wczoraj, nie w komunie i nie po wojnie, nie w tym wieku. Jest to jakaś archaiczna skaza wynikła, w moim przekonaniu, z ludzkiej ewolucji i historiozofii, kiedy to filozoficzne i religiotwórcze zajęcia mężczyzn wieków antycznych zostały odsunięte wobec agresji ludów barbarzyńskich, a idee hegemonistyczne i siłowe rozwiązania wzięły górę nad merytorycznymi negocjacjami.

Może zatem tu właśnie jest źródło konfliktu pomiędzy mężczyzną odkrywającym stworzenie i siebie w nim, a egoistycznym narcyzem, który całe swoje osobowe wnętrze pragnie zachować dla siebie. Ten sartrowski gatunek człowieka-mężczyzny jest martwym w swym wnętrzu, duchowo sparaliżowanym, bez mocy, sensu i siły, bez głębi i zniewolonym sobą bytem-w-sobie.*****

Dlatego pozbawiony oparcia w ojcu współczesny mężczyzna, musi na nowo zajrzeć w siebie. To on sam musi zdobyć się na tyle męstwa i delikatności, rozwagi i odwagi, by 'przeprowadzić' chłopca do dorosłości. Oto prawdziwa odwaga, siła i odpowiedzialność. Oto prawdziwy powód, by zajrzeć w siebie. To, co tam ujrzy, nie przerazi, lecz zachwyci, już choćby przez stawienie czoła swoim najgłębiej skrywanym lękom i negacjom, czy - próżną lecz na tym etapie pomocną - analogię do Wszechmocnego Ojca.

Jan Kobuszewski powiedział kiedyś, że dopiero, kiedy sam został ojcem, zdał sobie sprawę z tego, że dając dziecku życie dajemy mu także śmierć i drogę życia, którą musi przebyć. I jest to warta podkreślenia myśl wskazująca na wielką odpowiedzialność. Prawdziwe ojcostwo, prawdziwe męstwo, nie ogranicza się jedynie do płodności fizycznej, ale to żywa i troskliwa obecność, która rozciąga się na sferę duchową i emocjonalną bliskich, tak rodziny jak i przyjaciól czy podwładnych.

 

Tomek Włodarski

Mister Wong
Fot. jolkawr.com

* Cywilizacja bez mężczyzn, ks. Grzegorz Kudlak,  http://religia.tv/wpis,120-cywilizacja_bez_mezczyzn.html

** „Niewidzialni rodziciele”. Istota duszy męskiej w świetle refleksji filozoficzno-teologicznej Edyty Stein; Ks. dr hab. Ryszard Kozłowski COr

http://www.communiocrucis.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=492&Itemid=174

*** tamże

****tamże

*****tamże