Męska rzecz

Nie mam się komu wygadać w tym temacie, to chociaż Tobie się wyżalę, co mi na wątrobie leży. Na wątrobie zalega i uwiera mi sprawa rodzinna. Bo do kogo ja mogę w tej kwestii się zwrócic? Do adwokata, do księdza i do Ciebie! Do kogo ja mogę z takim zażaleniem pójść?! Komu tej mojej żółci upuścić?! Żeby wstydu nie było, żeby oczami nie świecić. "Panie sąsiedzie, dzień dobry, jestem pacanem i wychowuję nie-swoje dziecko. Tak, córa jest moja, ale synek, jak widać nie całkiem". Bękart i podrzutek. Nabrała mnie i oszukała! Skłamała! Łajza przewrotna! Ścierka jedna! Żonka ukochana od ślubu kościelnego do grobowej deski!

Szczęśliwe życie wiedliśmy, a ta ścierka wszystko zburzyła! Oszustwo rozrodcze uknuła, bo jej za dobrze było! I liczyła, że się nie wyda. Że przyjmę jak swoje, że nie zauważę, że dam się wrobić i łożył będę pół życia. W cudze dziecko dam się wrobić! Pewnie to tego łysego fagasa z naprzeciwka! Nagle się taki sąsiedzki dla nas zrobił! Zajrzał tu do nas i nawet gnojkowi zabawkę podarował! Bo czuł względem niego jakieś ojcowskie instynkty pewnie!

Helenka to moja dziewuszka, córunia ukochana! Skóra ze mnie żywcem zdjęta, ma szczęście! Lewe uszko jej tak samo odstawało, ale kazałem ja kłaść stale na lewym boku, to jej się wchłonie z czasem. I czapeczkę obcisłą ubierać. O mnie tak rodzice nie dbali i lewe mi do dziś odstaje. A bękartowi mojemu przecież nie odstaje ucho! I Helenki oczęta też takie bez koloru są jak moje - bure takie. Ale ładne bure. I brwi też ma moje, gęste, włochate i czoło wysokie, mądre, wysklepione. Włoski rzadkie, mysie ogonki, ale za uczniaka też taki kolor miałem. I po ojcu taka rezolutna i charakterna. Jak coś chcę - to powiem. Jak powiem - tak ma być. Helenka dziewuszka żywotna, wyszczekana, żywa. Jak jej nie pozwolisz bajek oglądać to będzie jazgotać pół dnia. I nóżką tupać i lalą rzucać. I jak tu nie ustąpić? Umie swojego szczeniara dochodzić. A młody od urodzenia jakiś taki nie nieruchawy, nieporadny. Nie krzyczał przy porodzie, za to teraz ryczy całymi nocami. Kolka że niby, że zapalenie skóry atomowe, że pełnia księżyca, że Skorpion, że on czuje, że ja go podejrzewam. No bo jak ja mam go nie podejrzewać, jak on całkiem inny jest? Nie mój! Czarne te włosy miał i długie już po urodzeniu. I jakiś taki za ładny on mi się od początku wydawał. Potem jak to zapalenie skóry się nasiliło, to bardziej rysów do mnie nabrał. Albo te oczęta takie błękitne, ogromne i babskie! Ten łysy też ma przecież babskie oczy, rzęsy wywinięte. Homoś jeden. Ta ślubna wydra moja też ma jakieś takie niebieskawe, ale przecież niebieski z burym to nie da lazuru! I jakoś do tego małego bardziej dbała jest, niż do Helenki. Diety bezglutenowe, mleko niekrowie, jedwabne śpioszki, smarowidła do tyłka i kolana. I za wysoki mi się wydaje. Ja w jego wieku metr mierzyłem ze 2 miesiące później - matki pytałem. I żadnych alergii nie miałem, ani roztoczy się nie bałem. To po kim ten mięczak to ma? No chyba nie po mnie. Krew u mnie najwyższej próby, a pradziady w jakimś powstaniu za Bugiem podobno stawali. Małżonkę też dorodną wybierałem. Jak geny przekazać nie byle jakie, to i nie byle komu. Dorodna, rześka sztuka, a i niegłupia do tego. A tu mi teraz taki numer odwaliła, latawica łatwa! A ten mały, to jak całkiem nie mój się zdaje. To samo mi na chrzcin świętowaniu szwagier wytknął: "No szwagier, syn to jak nie po tobie, taki przystojniak! I ślepia takie wielkie, uwodzicielskie! I paluszki wysmuklone, a nie twoje serdelki.. ". Już mi na nerwie zagrał sukinkot! I od razu mi przypomniał, jak on to lubił do kobiet znajomych nagabywać i zalecać. A geny wiadomo, braterskie - te same, co ta larwa ma ślubna! I czujny się zrobiłem. Bo niby skąd ona podrzutkowi takie imię wymyśliła? Że się tą samą literą zaczyna, co i łysemu przypadkiem? A kiedyś to i stali razem przed domem i do wózka on żurawia zapuszczał! A co go sąsiedzki bachor by obchodził niby? Podobieństwa upatrywał! Niech sobie swoje ze swoją żoną sprawi, a nie cudzą zwodzi! A ta wydra jakby nigdy nic, stoi z nim i stoi, zamiast dzieciaka do domu zabrać i obiad podać. Pewnie razem konszachty przeciw mnie mają. A ja od razu widzę, że on nie z mej krwi i rodu!

Przeżyć tego nie mogę! Nadziwić się ja nie mogę, jak to tak można! Co ze mnie za chłop? Co sobie ludzie pomyślą?! Żona z sąsiadem poszła - od razu widać. Jeszcze listonosza to można przegonić, ale sąsiad to nie wyniesie się tak szybko. I całe lata będzie mnie kłuł w oczy swoim sąsiedztwem. A ja to jego kukułcze pisklę będę karmił jak swoje i jak swoje chował. Będę doglądał, płacił, kochał, może nawet i udawał, że nie wiem. Że synek taki łagodny i delikatny, bo z babami za dużo przebywa od małego, bo mu Helenka dziewczeńskie zabawy lalkami prezentuje i bo za dużo ckliwych seriali przy babce ogląda. Że po ojcu to nawet pryszcza nie ma! I co ja mam z nim? I co ja mam z nią? A co dzieciak winny, że własna matka szacunku niegodna, bo jego na świat wydać się odważyła? I co z tego że ładny, jeśli nijak do naszej rodziny nie pasuje. I gołym okiem ja widzę, że przybłęda. A jak ja widzę, to i inni widzą. Matka moja nic się nie odzywa, ale też mu urodę wychwala, jak Helenki do dziś nie wychwalała. Ach, co tu gadać... Bo do kogo, kogusieńko mam iść z tym ciężarem na sercu? Komu ja mogę się pożalić, jak nie Tobie? Komu powierzyć mogę moje troski męskie i ojcowskie, jak nie Tobie?

Taka Owaka

Mister Wong
Wyk. Taka Owaka