Męskie sprawy - tylko z twardzielami

Było ich trzech.  Godni reprezentanci swoich pokoleń – urodzony w latach 50’tych Miłośnik Smaku Adrenaliny, 36 letni Twardziel i Dziecko Przełomu, urodzony w roku 89 Wrażliwiec-Gaduła. Każdy z nich mieszka i żyje gdzieś indziej- ten najstarszy od zawsze i na zawsze w Polsce, ten średni od lat za granicą, ten najmłodszy lada moment z Polski wyjedzie.  Ich wzajemne relacje są specyficzne - to teść i ojciec, zięć i szwagier, szwagier i syn.  Występują tu jako:  MĘŻCZYZNA STARSZY (MS), MĘŻCZYZNA (M) i MĘŻCZYZNA MŁODSZY (MM). Moich rozmówców łączy szczególna  relacja. Pokuszę się o stwierdzenie, że oprócz „wspólnej kobiety”  wiąże ich coś jeszcze. „Przyjaźń” nie jest tu właściwym słowem, ale coś, czego, podobno, kobieta nie zrozumie – MĘSKIE SPRAWY. Może mają rację…

Panowie, powiedzcie mi jaki to jest „męski mężczyzna”? Co to oznacza?

MS Męski mężczyzna to wcale nie znaczy macho. Mam wrażenie, że w pojęciu kobiet męski mężczyzna to barczysty brunet, bezwzględny i twardy. Nieprawda. Męski mężczyzna to facet czuły, opiekuńczy, dobry, bo męskość nie mierzy się testosteronem, męskość powinno się mierzyć rozumem. I, wbrew pozorom, twardziel, który na koniu odjeżdża w kierunku zachodzącego słońca zostawiając swoją kobietę na pastwę losu, wg mnie, nie jest męski. Męski facet dba o kobietę, a  nie odchodzi w nieznane. A śmierdzące skarpety i pistolet w ręce to nie atrybuty męskości.

Zaraz, zaraz, czyli męski mężczyzna to facet czuły i mądry???

MS Opiekuńczy! To bardzo ważne. I taki, który jest gotów oddać wszystko za ukochaną kobietę.

A za dom, za kraj, za ojczyznę?

MS Nie, nie - za OSOBĘ. Dom to rzecz. A ojczyznę zostawmy. Żyjemy w takich czasach, kiedy nie powinno się już myśleć takimi kategoriami.

No to za honor?

MS Tak, za honor i za kobietę. I za honor kobiety oczywiście.  Jeszcze jedno, facet  nie może być tchórzem. Tchórzostwo absolutnie nie przystaje do męskości.

A co na to pozostali Panowie?

MM Spodziewałam się tego pytania, myślałem sobie o tym i doszedłem do wniosku, że bardziej czuję, jakim facet nie powinien być.  I pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy, to to, o czym wspomniał przed chwilą mój poprzednik -facet nie może być tchórzem. To nie znaczy, że facet się nie boi. Boi się każdy, choć z drugiej strony nie można mylić odwagi z głupotą. Jeśli  jednak jest taka sytuacja, że trzeba stanąć w czyjejś obronie, a gość „pęka”, to dla mnie nie jest to facet. Znam kolesia, typowy FACET MIASTA, wygląda jak Schwarzenegger, jest w stanie znokautować trzech gości naraz, ale jak widzi  zbliżającego się dzikiego, zwykłego kota, to najchętniej by go kopnął, bo boi się wszystkiego, co związane jest z naturą, w jego przypadku, czymś zupełnie obcym. Marnie...

Czyli  jednym słowem KOT zdyskwalifikował w twoich oczach tego faceta jako FACETA?

MM Rolą mężczyzny jest stanąć na wysokości zadania we wszystkich sytuacjach wyjątkowych. Nie mówię, że „KOT” to sytuacja wyjątkowa (śmiech), ale chodzi mi o to, że facet w momencie zagrożenia (dla jednych momentem zagrożenia jest KOT dla innych trzech chuliganów), nie powinien panikować. Facet powinien zachować zimną krew, i, w konsekwencji, nie tchórzyć. Spokój - to jest bardzo ważne, i nie mówię o spokoju w kontekście emocji, bo to jest niemożliwe, mówię o spokoju w kontekście DECYZJI. Kolejna męska rzecz -honor. Facet nie może się dawać kopać w dupę. I nawet  jeśli na co dzień  jest „ślimokiem”,  to wtedy, kiedy trzeba, potrafi się postawić . I o to chodzi. No i facet nie może wymiękać.  Ma być twardy, ma mieć jaja. Idziemy w góry, a kolesiowi po godzinie się już nie chce. Skoro zdecydował się na wyprawę, to ma iść! Ma być konsekwentny. Podjął decyzję, podjął wyzwanie, więc IDZIE! Tak , konsekwencja i odpowiedzialność za rzeczy, które się powiedziało i decyzje, które się podjęło. To też jest męskie.

A jakie jest Twoje zdanie (zwrot do M)?

M Nie mam zdania na ten temat. Mogę tylko powiedzieć, że dla mnie koleś, który się boi kota, to też może być męski facet. Facet ma dbać o rodzinę.

Panowie, co ze łzami? To prawda, że „chłopaki nie płaczą”? Czy płakanie jest niemęskie?

MS Nieprawda. Mężczyzna nie powinien się  wstydzić swoich łez.

MM Pewnie, że nie powinien. Ja beczę nawet przy „Królu Lwie” (animowany film studia Walta Disneya z 1994 roku , przyp.red.) i uważam się za faceta. Możesz zacytować.

Nie omieszkam.

MS Nie chodzi o to, aby mężczyzna płakał w każdym momencie, na każdym „Królu Lwie” na przykład (śmiech), albo beczał po wypiciu dwóch piw, jak jeden mój kolega. Różne są „męskie łzy”. Np. te, po których rodzi się gniew i pragnienie zemsty. I wierz mi, jeśli mężczyzna takie łzy uroni, nie chciałbym być w skórze tych, przeciwko którym jego gniew się obróci. Są też łzy wzruszenia, których absolutnie mężczyzna nie powinien się wstydzić, czy łzy żalu po kimś. To jest ludzkie, normalne, wcale nie niemęskie. Chociaż oczywiście jeżeli będzie płakał za każdym razem przy składaniu mu życzeń, to jest to żałosne. Jeśli  jednak pokątnie otrze łzę kiedy np. jego ukochana osoba, dziecko, coś osiągnie – to nie ma sprawy. Ale uchlipać się i usmarkać nie przystoi.

MM
Emocjonalność każdy ma swoją. I płacz powodowany własną emocjonalnością jest OK, ale nie może beczeć dlatego, że go boli ręka.

A nie sądzicie, że w Polsce panuje model wychowania „na dziewczynkę” i „na chłopka”? I w pakiecie „na chłopaka”  funkcjonują takie właśnie teksty: „nie maż się!”, „czego beczysz, dziewucha jesteś?”, „no co ty mazgaj jesteś czy chłopak”, „PRAWDZIWY CHŁOPIEC NIGDY NIE PŁACZE”. Co to robi z chłopcami, którzy są właśnie bardzo emocjonalni? Co robią w takich sytuacjach, kiedy czują, że tak bardzo chce się im płakać, że zaraz nie wytrzymają, bo są tak wzruszeni albo jest im tak bardzo przykro?

M Ja się nie mogę na ten temat wypowiadać. Odkąd pamiętam, płakałem tylko raz. Na pogrzebie mojej matki. Ale nie uważam, że płakanie jest niemęskie. Bez przesady oczywiście, bo płakanie na „Królu Lwie” czy przy składaniu życzeń to tragedia, ale są momenty, kiedy faceci płaczą i jest to OK. Chociaż ja nie mam takiego odruchu.

MS No bo na litość boską,  nie można płakać na kreskówce!!!

MM No ale co ja na to poradzę (śmiech!)?

No ale masz poczucie winy, że płaczesz na bajce Disneya?

MM Nie, poczucia winy nie mam, ale, przyznaję, mam poczucie obciachu. No dobra, PŁAKANIE NA „KRÓLU LWIE” JEST NIEMESKIE, ale nie skreślam siebie jako faceta (śmiech).

No i gdyby tu teraz był ten „od kota”, to wiesz jaki przykład „niemęskości” podałby jako pierwszy?
 Panowie, chyba każdy z Was się ze mną zgodzi, że na przestrzeni ostatnich lat zarówno wizerunek mężczyzny, jak i jego rola w społeczeństwie bardzo się zmieniły. Ale ja chciałabym zapytać głownie o męski image. Faceci robią rzeczy, których kiedyś nie robili- golą się pod pachami, golą sobie nogi, golą sobie genitalia, chodzą do kosmetyczki, korzystają z solarium.  Co Wy o tym myślicie, szczególnie Ty, mężczyzna urodzony i wychowany w latach 50’tych?Dziwi Cię to, irytuje, zniesmacza?

MS  Faktycznie, zmieniło się bardzo dużo. Ale wiesz, ja jestem facetem, za życia którego wydarzyła się jedna wielka rewolucja-polityczna, obyczajowa, techniczna. Na przestrzeni dwóch pokoleń doszło do przewartościowania wielu pojęć, od pojęcia RODZINY począwszy. Za czasów mojego dzieciństwa model rodziny był modelem absolutnie patriarchalnym. Ojciec pracował na całą rodzinę, a rola kobiety często określana była jako Kinder Kuche Kirche. To były czasy, kiedy grzało się jeden wielki baniak wody, w którym kąpały się po kolei: dzieci, matka, a na końcu ojciec. Więc co tu mówić o depilacji genitaliów.  
Uważam, że facet musi dbać o siebie, być czysty, schludny, kwestia owłosienia to oczywiście indywidualna sprawa, często wynikająca  z preferencji kobiety. Ja mimo wszystko uważam, że nie ma sensu działać przeciwko naturze i jeśli facet  goli swoje ciało, farbuje sobie włosy, to dla mnie jest to dziwne.

Dlaczego? Co w tym jest dziwnego?

MS Dziwne, że facet wstydzi się swojej męskości wynikającej z hormonów, z testosteronu. Ja uważam, że facet nie powinien dbać o swój wizerunek ponad miarę, z taką pieczołowitością jak kobieta. To jest …niemęskie.

M Ja nie uważam, że golenie ciała jest upiększaniem ponad miarę. Kiedyś wydawało mi się to oczywiste, że mężczyzna nie goli ciała, ale dla kobiet też kiedyś było oczywistym, że nie depilują pach, nóg, łona. Kiedy 10 lat temu przyjechałem do Holandii i zobaczyłem, że mój szef ma ogolone nogi, to pomyślałem „nie no, pedał”. Ale potem zobaczyłem, że większość Holendrów, z którymi przebywam, ma ogolone nogi, pachy. Zrozumiałem, że włosy to część stylizacji, bo przy ogolonych nogach mieli zarost na twarzy i moher na klacie, który celowo wystawiali z rozpiętej koszuli. Ale resztę ciała mieli wygoloną. Sam zacząłem się golić i, w tej chwili, jest to normalna część mojej higieny. A wam powiem tyle - nieogolona pacha jedzie! I to wcale nie jest męskie.

Kosmetyczka, solarium?

MM Mój styl to niedbałość, może wiec tym bardziej nadmierna dbałość u mężczyzn o swój wygląd mnie irytuje. Mam jednak wrażenie, że od pewnego czasu chłopaki w moim wieku (24 lata, przyp. red.)  chcą być delikatniejsi, modniejsi, piękniejsi niż jest to w naturze faceta. Nie rozumiem dlaczego facet chce być w swym wyglądzie delikatny, a widzę, że jest to od pewnego czasu pewien trend! Nie czuję tego, nie ma we mnie na to zgody. I uważam, że to jest niemęskie.

Panowie, siła fizyczna - domena mężczyzn. To jasne. I teraz powiedzcie mi, spotykacie faceta pierwszy raz w życiu na imprezie. Widzicie, że jest silny, silniejszy. Co takie spostrzeżenie z Wami, samcami, robi?

MS Nic. Jeśli nie występujemy na ringu, to nie ma to znaczenia. Co z tego, że gość ma dwa metry wzrostu?

I nie wzbudza to w Was, samcach, szacunku, respektu? Atawistyczne szepty w Waszej głowie nie każą Wam być na baczności? Nie wierzę! A wiecie dlaczego, bo ja, jako samica, kiedy wchodzę na imprezę, patrzę, która z dziewczyn jest ode mnie ładniejsza, atrakcyjniejsza, bardziej seksi, a która mniej. Podświadomie ustawiam siebie w tym szeregu i jest mi dobrze, kiedy czuję, że jestem w gronie tych atrakcyjnych. I przyznaję, że te atrakcyjniejsze doceniam. Bo uroda, seksapil to domena kobiet. A Wy nie postrzegacie samców dookoła siebie przez pryzmat Waszej domeny - siły fizycznej?

MS No tak, chyba masz rację. Faktycznie facet mierzy podświadomie drugiego.

MM Kiedy widzę faceta silniejszego ode mnie, jestem bardziej czujny, na pewno. I, faktycznie, mierzy się drugiego kolesia. Często to jest moment podania ręki. Drobny gest, a wiele mówi – sposób jak podajesz dłoń, jak ją ściskasz. Śmieszne, bo jak mi dwumetrowy koleś poda flaka a nie rękę, to nawet jak jest bykiem, to nie mam do niego żadnego respektu, nie jest  partnerem. Żadnym. A jeśli gość jest duży, ściska mocno, zdecydowanie dłoń i czuje się jego siłę fizyczną, to się uważa. Ale to nie oznacza, że jest się sparaliżowanym.

M Ja mam tak, że kiedy widzę kolesi słabszych od siebie, to się lubię z nich trochę ponabijać. Ale nie brutalnie i złośliwie, tylko tak, że w sumie dla obu stron jest to zabawne. Kiedy wchodzę na imprezę, szukam ludzi o podobnym poczuciu humoru, ludzi którzy maja podobny luz - i bez względu jak wyglądają, czy są wielcy czy są mali, jak są fajni to nawiązuję z nimi kontakt. Jeśli ktoś jest ode mnie większy, a jest chamem, to go olewam i nawet z nim nie gadam. I nie ma to znaczenia, czy on jest silny czy nie. Tylko, że w moim przypadku jest tak,  że ja jednak  jestem z tych silniejszych i rzadko się zdarzało, żebym czuł przed kimś respekt.

Ale możesz powiedzieć, że Twoja siła fizyczna daje Ci pewność siebie?

M Trudno mi powiedzieć. Tak jak wspomniałem, ja zawsze byłem w grupie tych silniejszych, od podstawówki.  I nie dlatego, że się starałem w niej być, tylko dlatego, że mam taką a nie inną fizyczność. Jak się chłopcy pobili, to ten co przegrał, prosił mnie, żebym się za niego, na przeciwniku, odegrał. I ja to robiłem (śmiech). Nie zastanawiam się nigdy nad własną siłą, po prostu wiem, że ją mam.

MM Ja nie należę do dużych, jak na warunki polskie jestem średni. Mam respekt do tych większych. Z drugiej strony zawsze umiałem się bić, choć unikam takich sytuacji, bo jeśli koleś mojej postury zdecyduje się na walkę, to musi być bezwzględny. A tego nie chcę. No i mam też swoją broń, jeśli koleś większy, silniejszy jest  agresywny wobec mnie, a widzę, że jego przewaga fizyczna jest zdecydowana, to robię wszystko aby mu pokazać, że jest ode mnie głupszy.

Czyli intelekt to też męska broń. Panowie, a kasa? Budzi to w mężczyźnie szacunek, kiedy widzi zamożnego gościa?

MS Tak. Kiedyś w czasach pierwotnych ten kto więcej upolował – miał władzę. Teraz ten kto ma kasę – ma władzę. I nie zmieniły się może sposoby Zdobywców, ale zmieniły się środki. Tak, zarabianie pieniędzy jest jak polowanie, to jest potęga. Kiedyś dominacja w grupie  wyrażała się poprzez posiadanie mięsa, kobiet, skór,  teraz ta dominacja wyraża się w poprzez pieniądz, który nadal zapewnie mięso, kobiety i skóry. Tak, to budzi szacunek współczesnych samców. Kiedyś to siła fizyczna dawała władzę i dominację, a teraz daje ją mamona, która jest wynikiem sprytu, pewnych specyficznych umiejętności, często intelektu. I, paradoksalnie, często ci słabi fizycznie, a mocni pieniądzem, wykorzystują tych silnych do tego, aby strzegli ich potęgi. Siła fizyczna nie jest już tak istotna, to atawizm, teraz siłą jest intelekt, mądrość, spryt, który rodzi pieniądz. I to budzi mój szacunek. Ale żeby było jasne, nie gadżety typu fura, super ciuch i wypasiona komóra budzą moje uznanie, bo, uwierz mi, kiedy widzę, że facet wysiada z merola, nie robi to na mnie wrażenia. Mógł go pożyczyć albo dostać w spadku. Ale kiedy poznaję człowieka i wiem, że swoim pomysłem, swoją głową, dorobił się dużych pieniędzy – szanuję go za to.

M A na mnie robi wrażenie facet wysiadający z merola.

MS I to cię podcina?

M Nie podcina mnie, ale mam ochotę mu przy….. (śmiech).

MM A na mnie większe wrażenie robi nie to, jaką koleś ma kasę, a z jaką dziewczyną przyjdzie.

Panowie, wyjaśnijcie mi i wszystkim kobietom, dlaczego lubicie oglądać boks? Przecież tam pękają łuki brwiowe, łamane są kości nosowe, oczy zasłania rosnąca opuchlizna – KREW I POT!
CO JEST W TYM CIEKAWEGO?

MS Co? Atawizm - rywalizacja, walka.

Ale są różne formy rywalizacji np. na boisku siatkarskim. Dlaczego to Was aż tak nie kręci?

MS Mnie akurat interesuje i siatkówka, i boks. A dlaczego boks? Bo coś zostało we mnie z czasów pierwotnych, w moich genach. Przecież przez cały sparing bokserski to JA  NA TYM RINGU WALCZĘ (śmiech) i wcielam się raz w jednego, raz w drugiego z nich.

MM Każdy z nas lubi oglądać to, co kiedyś robił – ja lubię oglądać jak grają w tenisa, ktoś inny lubi oglądać mecz piłkarski, bo dużo grał, ale ponieważ każdy się kiedyś trzaskał, to lubi oglądać boks. I fajnie jest po prostu popatrzeć, jak jeden drugiemu daje w ryja.  Ty mówisz o opuchliznach i złamanych nosach, ja jestem od lat zawodnikiem TKD (tae kwon do, przyp. red), walczyłem na macie wiele razy i nikt się moimi łukami brwiowymi nie przejmował, to co ja mam się przejmować ich pękniętymi nosami i rozciętymi wargami!

Chłopaki, wszyscy się kiedyś biliście. Sama wiem, że zdarza się czasem taka sytuacja, kiedy się trzeba obronić, i wtedy rozumiem – stajecie do walki. Ale jeśli takiej potrzeby nie ma, a mimo to, szukacie okazji by podnieść pieści, to co Wami wtedy kieruje? Co siedzi wtedy w męskiej głowie?

MM A dałaś kiedyś komuś w szczenę piąchą?

Nie…

MM To nigdy tego nie zrozumiesz. Bo to jest …radość. Jak wypłacisz komuś z piąchy w szczękę, to masz satysfakcję. Mimo, że ja się nie lubiłem bić, ale jeśli dochodziło do starcia - na macie czy poza nią – i udało mi się trafić gościa w szczenę, to to był mój sukces.

M Myślę, że to wynika z braku seksu. Facet niewyżyty seksualnie musi kogoś raz na jakiś czas pobić. I on sam ten klimat nakręca, szczególnie po alkoholu. Zaczepia, prowokuje, aż w końcu ktoś odbije piłeczkę i wtedy START.

I uważasz, że jeśli facet miałby zadowalająco często seks, to nie miałby ochoty na takie „atrakcje”?

M Tak. Bo to jest ten sam odruch. Trzeba jakoś zbić testosteron w organizmie. Seks go zbija, a jeśli tego brakuje, to facet musi go zbić „na kimś”.  I satysfakcja też  jest w pewien sposób porównywalna.

OK, czyli to chodzi o rozładowanie napięcia, które ma się w sobie, a nie o zadanie ciosów. No to dlaczego facet nie pójdzie wtedy narąbać drwa, tylko robi wszystko, aby obić mordę drugiemu?
I kiedy przychodzi refleksja  „ten co stoi naprzeciwko mnie może mieć pistolet”.

M Tu chodzi o napięcie, które uchodzi wraz z wyzwalaną agresja, a przy rąbaniu drwa, tego nie uzyskasz. A refleksja o pistolecie przychodzi PO, w postaci „dobrze, że go nie miał”.

No tak, w sumie wszystkim sportowcom, szczególnie tym uprawiającym sporty walki, zabrania się uprawiania seksu na określony czas przez meczem. Rozumiem, że chłopcy musza się naładować, by potem skutecznie eksplodować na ringu.
Panowie, teraz temat obowiązkowy. KOBIETA.

M „…to rzecz przyjemna, bynajmniej temu nie przeczę, posiada swoje zalety, ma też i cechy człowiecze…”

MM„..puchu marny…”

Ach Wy miłośnicy poezji i literatury!(śmiech)
Mam przed sobą trzech mężczyzn. Pierwszy całe swoje życie przeżył z jedną kobietą – swoją licealną miłością zresztą, drugi miał wiele kobiet, był w różnych związkach, próbował, doświadczał, w końcu założył rodzinę – od 7 lat jest w stałym związku, trzeci – świeżak, od dwóch lat ma dziewczynę, ale tak naprawdę wszystko przed nim. Każdy z Was twierdzi, że jego droga jest właściwa? Jak to pogodzić?

MS Wiesz, myślę, że to bardzo indywidualna sprawa każdego faceta, ale w moim przypadku moim wielkim szczęściem jest to, że moja żona jest nie tylko moją kochanką, ale i moim przyjacielem, takim specyficznym, ale chyba najwierniejszym. A ciekawość innych kobiet? Oczywiście, że jest! Byłbym kłamcą gdybym udawał, że kobiety mi się nie podobają albo że ich nie dostrzegam. Patrzę na nie i podziwiam, to normalne. Lubię patrzeć na kobiety. Moja żona mi tego nie zabrania, nie obraża się, nie robi awantur, jest mądra, a poza tym wie, że tak naprawdę jest JEDYNA.

M Lubię kobiety, podziwiam je, szanuję, ale zawsze miałem taką teorię, że nie mogę się związać na zawsze ze swoją pierwszą kobietą, bo ją w końcu zdradzę, a popchnie mnie do tego właśnie ciekawość innych kobiet. Postanowiłem w kawalerce doświadczyć różnych, że tak powiem, opcji, po to, żebym wtedy, kiedy już wejdę w związek, nie miał tej ciekawości. I cieszę się, że tak się stało, że miałem tych kobiet kilka, bardzo różnych, bo nie mam poczucia, że coś mnie ominęło.

MM Wiesz, chyba jednak za mało męskiego faceta wybrałaś sobie na ten wywiad… Cóż, każdy facet ma fantazje, ja też. Chociaż, jak na polskie standardy, mam bardzo oryginalną dziewczynę, co, nie ukrywam, bardzo mnie podnieca i o czym zawsze fantazjowałem.  Ale jest ciekawość tego, jakby było z inną. Natomiast inną rzeczą jest ciekawość seksualna, a zupełnie czym innym emocjonalność, bo ja mam tak, że te dwie rzeczy są… nierozłączne. I wiem, że to jest bardziej kobiece niż męskie i BAAARDZO STROWIECKIE, ale ja tak mam. No ale w końcu ja jestem „ten od króla lwa” (śmiech). A ciekawość  innych kobiet, którą mam w sobie, nie jest na tyle silna, abym mógł obawiać się zdrady z mojej strony.

No właśnie ZDRADA. Wybaczycie swojej kobiecie, czy nie?

MM A co to jest zdrada?

No właśnie, Wy mi odpowiedzcie.

MS Jak nie wiem- to żadna zdrada. Ale jak kobieta była z jakimś innym facetem, było jej lepiej i uważa, że z nim chce teraz żyć, to wtedy jest fatalnie. A czy umiałbym wybaczyć? Nie wiem, czy miałbym siłę… Choć  z  drugiej strony – co? Koniec? I po wszystkim? Byłoby żal. Chyba nie umiem  radykalnie odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że to jest cholernie trudne dla mężczyzny. No bo dlaczego poszła do innego faceta, skoro ja jestem  seksualnie sprawny? Było jej ze mną źle? Skoro miała satysfakcję seksualną ze mną, to dlaczego szukała tego gdzieś indziej? A może nie miała, może byłem ułomny?

Ale może wcale nie chodziło jej o seks? Dlaczego sprowadzasz zdradę jedynie do kontekstu seksualnego? Nie szukałbyś głębiej?

MS Może nie „jedynie seksualnego”, ale GŁÓWNIE seksualnego. Seks to potęga. I  uwierz mi, nie ma szans na prawdziwie szczęśliwe małżeństwo, jeżeli seks tej pary jest nieudany. Choć z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że seks jest też uwarunkowany relacjami w związku. To  złożony temat na osobną rozmowę, a wracając do myśli przewodniej – tak, zdradę sprowadzałbym w dużej mierze do kontekstu seksualnego. Ale myślę też, że nie wydałbym wyroku „Ty jesteś winna, bo Ty zdradziłaś”. Myślę, że starałbym się też dostrzec powód zdrady. Ale to są tylko dywagacje z bezpiecznej pozycji.  Tak naprawdę nie wiem, jaki bym był, i nie wiem, czy miałbym siłę wybaczyć. Chyba bardziej skłaniam się ku  opcji, że swojej kobiecie bym wybaczył, ale temu facetowi bym nie darował. (śmiech)

M O zdradzie jednorazowej nie chcę wiedzieć. Zdrada emocjonalna, związana z zakochaniem, spotykaniem się, uczuciami, uprawianiem seksu – nie do przejścia.

Ale bardziej „nie do przejścia” zakochanie się czy uprawianie seksu?

Emocje, uczucia.

I nie chciałbyś nawet spróbować wybaczyć albo pomyśleć z czego to wynika, że ona się nagle  kimś zauroczyła?

M Nie. Uczucia mojej kobiety do innego mężczyzny są dla mnie NIE DO PRZEJSCIA. Finisz.

Chciałbyś wiedzieć, kto to jest? Chciałbyś zobaczyć, do kogo odeszła Twoja kobieta?

M Tak, ale nie po to aby wiedzieć do kogo odeszła, ale po to, żeby wiedzieć, kogo mam ukarać.

Rozumiem. A pozostali Panowie?

MS Chciałbym wiedzieć, ale nie po to, żeby ukarać. Z czystej ciekawości.

MM Powtórzę słowa, które już tutaj padły. Jednorazowa zdrada – nie chcę wiedzieć.

Chłopcy, co znaczy NIE CHCĘ WIEDZIEĆ?!!!Nie wszedłem „w trakcie” więc mogę uznać, że nie wiem, że nic się nie dzieje, mimo że coś podejrzewam …

M Nie! Chodzi o jednorazowy wybryk. Epizod po alkoholu, na wyjeździe, na imprezie. Coś, co zdarzyło się pod wpływem chwili, ale nie ma żadnych, powtarzam ŻADNYCH, konsekwencji. I niech sobie wszystkie DZIEWCZĘTA zapamiętają, żeby do takich wybryków się nigdy nie przyznawać, bo to może zniszczyć wszystko. I ja też o takiej rzeczy NIE CHCIAŁBYM WIEDZIEĆ.

MM Dokładnie tak! Bo wtedy, choćby kobieta chciała być najuczciwsza w swoim wyznaniu i robi to dla własnej pokuty, ma już skazę „tej, która zdradziła”. Choć nie twierdzę, że  z tego powodu na pewno bym odszedł, ale dużo by to między nami zmieniło.
A zdrada emocjonalna, romans - nie do zaakceptowania. Ale myślę, że nie chciałbym nikogo karać, myślę, że po prostu bym odszedł, bo nie chciałbym już w tej relacji dalej być. Umowa została złamana. Przykro, ale tego nie da się wymazać. Jednak w moim przypadku dotyczy to zdrady nie tylko w kontekście seksu bądź związku z jakimś mężczyzną. Jeśli byłoby coś, co jest dla mnie bardzo ważne, np. jakaś  tajemnica, a ona by mnie wydala, sprzedała to wbrew mojej woli - czułbym się zdradzony równie mocno jak wtedy, gdyby poszła do innego mężczyzny.

Dziewczyny, w takim razie choćby nas na kole łamali NIGDY NIE PRZYZNAWAĆ SIĘ DO SWOJEGO WYBRYKU GORĄCZKI SOBOTNIEJ NOCY! I pamiętajmy, żeby się dobrze kamuflować!:)

 Panowie, to już ostatni seans. Panuje taki mit wśród mężczyzn, że męska przyjaźń jest więcej warta niż przyjaźń kobieca. Spotkałam się z tym stwierdzeniem kilkakrotnie i, oczywiście, nie zgadzam się z nim. Ale zgadzam się, że jest inna. Pamiętam jak kiedyś zapytałam pewnego chłopaka, co ma na myśli mówiąc, że ten, konkretny gość nigdy nie mógłby być jego przyjacielem. On mi na to odpowiedział: „To oznacza, że nigdy bym z nim w góry nie poszedł”. Ten facet był alpinistą. Jaka jest Wasza definicja męskiej przyjaźni?

MS To, co teraz powiem, zabrzmi mało wiarygodnie i nie przystaje do żadnej definicji męskiej przyjaźni, ale ja mam przyjaźń nie tylko z własną żoną, ale i z własnym synem. I nie ma innego faceta na świecie, do którego miałbym większe zaufanie. My razem robiliśmy wiele rzeczy – latanie na paralotni, wspinaczka po skałach, chodzenie po górach, gra w tenisa, jazda na nartach, wyjazdy na tydzień w totalną dzicz na ryby. Wiele z tych rzeczy robimy razem do tej pory i nie mam lepszego partnera do tych wypraw niż mój syn.  A te wszystkie rzeczy są dla mnie bardzo ważne. I to jest dla mnie w męskiej przyjaźni wyjątkowe – radość z przeżywania WSPÓLNYCH wypraw, przygód, wyzwań. A, że moi koledzy, rówieśnicy, nie są tak aktywni  fizycznie jak ja, proponowałem to mojemu synowi. On to podchwycił i razem zrobiliśmy nieprawdopodobnie rzeczy. Mamy  szczególną więź, której nie da się wytłumaczyć i wielu ludzie tego nie zrozumie. Mnie wielokrotnie zarzucano, że ja narażam swoje dziecko, bo idę z nim na skały, a nie jestem alpinistą tylko amatorem, który za młodu się wspinał. Podobnie było  z paralotnią. A ja ufałem sobie, że podołam, jemu, że da radę, a on ufał mi. I przeżyliśmy razem niesamowite chwile, i wyszliśmy w tych relacjach poza więź ojciec-syn.
A jeśli chodzi o szczególne aspekty męskiej przyjaźni, to  podam ci pewien przykład. Mam bardzo dobrego kumpla, przyjaciela z którym znamy się od lat. Moja żona przyjaźni się z jego żoną, moja córka z ich córką. Przyjaźnimy się od czasów mojej młodości. I kiedy spotykamy się wszyscy razem, nam - mnie i jemu - wystarczy, że siądziemy sobie ze szklanką whisky, sączymy alkohol, zamieniamy kilka zdań, a potem po prostu siedzimy, patrzymy na ogień w kominku albo oglądamy mecz siatkówki. Tymczasem nasze żony NIE PRZESZTAJĄ MÓWIĆ, jedna przez drugą, cały czas. Mówią o wszystkim i bez przerwy. Patrzymy się wtedy na siebie, kiwamy głowami, śmiejemy się i dalej oglądamy mecz.  Nam-mężczyznom wystarczy czasem w przyjaźni jeden gest, wam – kobietom potrzebny jest potok słów. I ani to złe ani dobre – po prostu inne. I jeszcze jedno, w moim przypadku jest tak, że ja mam przyjaciół „od” – od intelektualnych rozmów, od wypraw, od whisky… Ale nie mam „przyjaciela uniwersalnego”.

MM A ja mam uniwersalnego, żelaznego przyjaciela, z którym pojechałem na wyprawę stopem po Europie, a rok później rowerem na skraj Norwegii, i z tym samym gościem rozmawiam o wszystkim i on ze mną też. Ale jestem szczęściarzem, bo rzadko się zdarza przyjaciel „uniwersalny”, czyli taki, z którym nie zawahasz się pójść „na wojnę” i jednocześnie powierzysz mu swoje tajemnice.

M Ja mam wielu kolegów, ale nie wiem, czy mam przyjaciół. Mam kilku gości, z którymi mogę rozmawiać  w taki sposób i o takich rzeczach, o jakich z innymi nie porozmawiam. Np. na pewno nie z synem. Bo są pewne rzeczy, których nie powiedziałbym synowi, choć byśmy mieli najlepsze racje na świecie.

A czego dotyczą te rzeczy, o których powiesz tylko najbardziej zaufanym kumplom, przyjaciołom?

M Nie powiem ci. Bo to są męskie sprawy.

Ale nie pytam Cię o konkrety, powiedz chociaż czego one dotyczą – kobiet, ciebie, emocji, zdarzeń, czego?  Jakie to są „męskie sprawy”, co w nich jest takiego szczególnego, co, być może, odróżnia męską przyjaźń od kobiecej?  

M Męskie sprawy to męskie sprawy. Z kobietami o nich nie rozmawiam i z kobietami się nie przyjaźnię.

MM A ja nie dzielę przyjaźni na męską i kobiecą. Dla mnie jest po prostu przyjaźń. Mam też dziewczyny, które są moimi przyjaciółkami i z którymi…

M Dziewczyna nie może być przyjacielem mężczyzny! Właśnie dlatego, że nie można  z dziewczyną porozmawiać o wszystkim!  I nie mów mi, że jak wchodzisz za „swoją przyjaciółką” po drabinie, to nadal jest dla ciebie tylko przyjaciółką!

MS Podzielam opinię, szczególnie tę o drabinie (śmiech).  Jesteśmy różni – wy, kobiety, macie progesteron, my testosteron i w końcu któryś hormon podniesie łeb.

MM A właśnie, że  nieprawda. Byłem z moją przyjaciółką na rybach kilka dni w gęstym lesie i nic się nie wydarzyło.

M No to się chyba, Stary, masturbowałeś, bo inaczej nie wierzę, że byś wytrzymał.

MM A wyobraź sobie, że wtedy akurat nie! (śmiech)

A WY TRZEJ? Dwa lata temu przeszliście wspólnie Orlą Perć- najtrudniejszy, najbardziej niebezpieczny szlak w polskich Tatrach Wysokich. W sumie niewielu ludzi zdecyduje się na tę trasę. Czy decyzja, że idziecie tam wspólnie, we trzech, wyniknęła z czegoś więcej niż z tego, że jesteście rodziną?

MM Ale wiesz, to o co teraz pytasz, to nie jest kwestią przyjaźni. To to, o czym mówiłem ci wcześniej.   W góry idę z tym, który nie zawiedzie w sytuacji wyjątkowej. Czyli z prawdziwym facetem. I od razu zaznaczam, nie każdy się do tego nadaje, bo  mówiąc metaforycznie i dosłownie NIE Z KAŻDYM FACETEM PÓJDĘ W GÓRY.

M I tym sposobem wróciliśmy do punktu pierwszego, czyli „co to znaczy prawdziwy facet?”. I od nowa…(śmiech)

OK. To chyba sygnał, aby zakończyć rozmowę. Tym bardziej że , jak wnioskuję z ostatniej wypowiedzi, okazało się, że rozmawiałam ze 100% Twardzielami:).
Dzięki Panowie za Wasz czas i… szczerość . A męskie sprawy i tak kiedyś rozbroję…

 

 Rozmawiała: Marta Bujnowicz-Widerska

 

Mister Wong
fot.Archiwum Cudzoziemki